Shop More Submit  Join Login
×

:iconardwi: More from Ardwi


Featured in Collections

Hetalia by kassica15

Hetalia by marina1318

Fanfiction by Tsumare


More from deviantART



Details

Submitted on
July 29, 2013
File Size
11.1 KB
Link
Thumb

Stats

Views
343
Favourites
16 (who?)
Comments
22
×
Sobotnia noc w Paryżu jest pijana, głośna i piękna, przynajmniej dla Lili Zwingli, która jeszcze nigdy nie widziała czegoś takiego. Dziewiętnaście lat swojego życia spędziła w rajskim miasteczku na granicy Szwajcarii i Liechtensteinu, razem ze starszym bratem, który był dla niej jak ojciec, przyjaciel i kurator sądowy w jednym. Vash długo nie chciał puścić Lili na wycieczkę do Francji organizowaną przez jej przyjaciół. Po długich błaganiach w końcu uległ, warunkując zgodę tym, że pojadą razem. Lili już godziła się z myślą, że w obcym kraju Vash potraktuje ją, jak Północni Koreańczycy amerykańskich turystów, kiedy na dzień przed wyjazdem coś koszmarnie ważnego wydarzyło się w pracy Vasha.
Lili kochała swojego braciszka, ale cicho dziękowała rzeczy, która wydarzyła się w świecie bankowości. Dzięki niej nie martwiła się możliwością postrzelenia każdego obcego mężczyzny, który do niej podejdzie.

Dzięki niej poznała Francisa.

Już pierwszego dnia w Paryżu stanął przed nią, kłaniając się i całując ją w dłoń. Uśmiechnął się dokładnie takim uśmiechem, jaki Vash uznałby za niebezpieczny. Oddal się, Lili, usłyszała głos brata w swojej głosie. Oddal się od niego natychmiast.

( - Co taka urocza panna robi zupełnie sama w mieście miłości? - pyta ją Francis, trzymając w uścisku jej dłoń o oddech za długo.)

Kochała swojego braciszka. Ale za długo rządził jej życiem. Myślał, że jest za niewinna, żeby dostrzegać niebezpieczeństwo sama z siebie.

( - Mogę pokazać ci prawdziwy Paryż, jeśli zechcesz - obiecuje jej niskim, pięknym głosem. - Jutro wieczorem. Powinnaś przyjść z kimś, jeśli obawiasz się, że cię skrzywdzę.)

Mylił się. Lili była bardzo rozsądna, rozsądniejsza od związanego strachem brata. Doskonale wiedziała, że takim ludziom nie powinno się ufać.

(Uśmiecha się do Francuza słodko.
- Podaj mi swój numer - prosi grzecznie. - Gdzie się spotkamy?)


Ona też nosiła broń.




___





Czerwone sukienki, głębokie dekolty, ścieżki mocnych perfum ciągnące się za długonogimi kobietami i lśniące od żelu włosy... A wszystko to w świecie pełnym głośnej muzyki, alkoholu i neonów odbijających się w płytkich kałużach. To świat grzechów i grzesznych ludzi, dla Vasha pewnie siedlisko zła. Teraz Lili czuje wyrzuty sumienia na myśl o bracie. Gdyby zobaczył ją tutaj samą... Gdyby zobaczył ją w ogóle, pewnie osłabłby ze strachu. Jego mała siostrzyczka ubrana w różaną sukienkę za kolana, chowająca nagie ramiona pod niedopasowaną kurtką, z włosami przewiązanymi dziecinną wstążką, ustami pomalowanymi najlżejszą szminką i słodkim, nieśmiałym zapachem kwiatów na skórze... Umarłby ze strachu.

Gdyby kiedyś się dowiedział.

Przecież Lili może zrobić jedną szaloną rzecz bez ranienia go. Tylko jedna rzecz, tylko ta jedna noc.
Tymczasem Francis pojawia się punktualnie, jakby znikąd. Znowu całuje jej dłoń, tym razem nieco krócej, patrząc na Lili ze szczerą radością.
- Piękny zapach - komplementuje ją z początku. - Blooming Bouquet? - odgaduje, na co Lili uśmiecha się nieśmiało i nie tłumaczy, że kupiła je wczoraj, że to kolejna szalona rzecz, której nie zabierze z powrotem do domu. Vash nie preferuje drogich perfum.
 - Nie jestem pewna - Dziewczyna zmienia więc temat, odwracając wzrok. - Czy to dobry pomysł, Francis.
 - Jedna karnawałowa noc? - pyta w odpowiedzi Francuz, niechybnie odgadując jej myśli. - Co w niej złego?
- Dzisiaj nie ma karnawału, Francis... - odpowiada ze zdziwieniem Lili, ściągając delikatnie swoje jasne brwi. Mężczyzna w odpowiedzi śmieje się krótkim, ciepłym śmiechem.
- Karnawał polega na obróceniu wszystkiego w przeciwność - wyjaśnia mrukliwie. Prawie zagłusza go ostry swing z najbliższego klubu. - A ty, moja śliczna, nie wmówisz mi, że żyjesz tak każdego dnia.
Francis ma rację i Lili przypomina sobie, że właśnie dlatego tutaj jest. I daje się przekonać, a wkrótce krzyk brata niknie w jej głowie przygłuszony szumem muzyki i drinkami kolorowymi jak światła padające na parkiet. Dziewczyna tańczy w takt elegancko-zwariowanej muzyki razem z najpiękniejszym mężczyzną w całym klubie. Zapach perfum dawno gubi się gdzieś w kwaśnej woni potu, kurteczka znika, zaś Francis trzyma dłonie najpierw na ramionach Lili, potem na jej talii, a kiedy wędruje nimi niżej, dziewczyna mu na to pozwala. Upita wieczorem trzeźwieje dopiero, gdy Francis zaczyna bawić się naszyjnikiem przy jej niewielkim dekolcie i pochyla się coraz bliżej, pokonując praktycznie nieistniejącą przestrzeń pomiędzy ich ciałami. Jego usta są blisko, jego błękitne oczy się śmieją, zarost miło drażni jej policzek...
Ich wargi ledwo się stykają. Lili odsuwa się i uśmiecha do Francisa.
- Przepraszam. Muszę iść do toalety - mówi szybko i faktyczni wychodzi, czując podekscytowane drżenie w żołądku. Nie jest zła, chociaż może powinna być. Bardziej przeraża ją fakt, jak bardzo ma ochotę poddać się do końca.
W łazience jest zbyt jasno. Lili najpierw mruży oczy, a potem podchodzi do lustra i patrzy w swoje odbicie. Wtedy zdaje sobie sprawę, że zgubiła wstążkę, cenny prezent od brata.
Robi jej się zimno. Po dłuższej chwili wychodzi z łazienki powolnym krokiem. Teraz czuje się dziwnie, jakby trafiła w czyjś sen. Napotyka Francisa przy barze, więc podchodzi do niego.
 - Francis, muszę już iść.
A mężczyzna tylko na nią patrzy i wcale nie wydaje się zaskoczony.
- Jesteś pewna? - pyta spokojnie, unosząc podłużny kieliszek do ust. - Nie spróbuję cię zatrzymać, Lili, ale na pewno pragniesz, by ta przygoda się tutaj skończyła?
Lili potrafi myśleć tylko o swoim bracie, o zagubionej wstążce i już wie, że była bliska popełniania błędu, którego by wcale nie żałowała. Chyba dlatego nie mogłaby potem patrzeć Vashowi w oczy.
- Dziękuję ci za wszystko, Francis - mówi mu jednak wesoło. - Cieszę się z tego wieczoru, ale dla mnie karnawał się skończył. Miło cię było poznać.
- Nie - odpowiada Francuz. - Jeszcze nie pora na pożegnanie. Odprowadzę cię na taksówkę.
Wychodzą razem, nie odzywając się do siebie prawie wcale. Lili chwieje się trochę i marznie, więc Francis pożycza jej swoją kurtkę, jednocześnie prowadząc ją żywymi ulicami Paryża, dopóki nie schodzą po moście na deptak obok Sekwany.
- Francis? Dlaczego... - zaczyna nerwowo Lili, ale nigdy nie kończy, ponieważ w tym momencie Francuz pochyla się nad nią i całuje namiętnie. Potem szepcze jej kilka słów prosto w ucho, następnie zaś łapie, unosząc do góry jak pannę młodą i przerzuca przez barierkę. Lili wydaje się spać, kiedy wpada do rzeki i tonie. Tej nocy nie zdarza się cud i żaden przypadkowy świadek nie ratuje tonącej dziewczyny.
Tylko jeden mężczyzna przez cały ten czas opiera się o barierkę, przyglądając się znikającym kręgom na wodzie.
Po krótkiej chwili Francis słyszy za plecami cierpiętnicze westchnięcie.
- Miałeś z tym skończyć, Bonnefoy - mamrocze z irytacją wciśnięty w elegancki garnitur młody człowiek. Opiera się o barierkę obok Francisa i patrzy w dół.
- Hm? Jesteś o mnie aż tak zazdrosny, Arthurze? - pyta Bonnefoy dopiero po chwili. - Cóż, jeśli sam chcesz pójść na randkę, wystarczy, że mnie zapytasz...
- Wiesz, że nie o to chodzi - odpowiada chłodno Arthur. - Mówię o tym całym... Dawaniu ostatniej łaski. Mam dość sprzątania po tobie.
Francis znowu zwleka z odpowiedzią, krzywiąc się i nagle rezygnując ze swojego ujmującego tonu.
- Czasami myślę, że wcale nie masz serca, Arthur.
- Hej! - unosi się jego towarzysz. - To ty jesteś żniwiarzem, Bonnefoy. Sprowadzasz na nich śmierć. Zmienianie ich życia na lepsze, zanim umrą to nie twoja robota. Poza tym... - zawiesza na chwilę głos, wpatrując się w cichą rzekę. - Utopienie w Sekwanie to fatalny sposób na śmierć w tych czasach.
- Mniej podejrzane byłoby, gdybym posłał ją w ręce mordercy?
- Na przykład.
Arthur wzrusza ramionami, zaś Francis wzdycha z irytacją i pogardą.
- Była miłą dziewczyną - stwierdza bezbarwnie. - Nie zasługiwała na gorszą śmierć niż ta.
W końcu wstaje i odchodzi na kilka kroków. Arthur natychmiast podąża za nim. Dwóch mężczyzn stojących samotnie w mętnym świetle latarni, podczas gdy na moście powyżej ciągle słychać przejeżdżające samochody. Nawet gdyby ktoś wiedział, czego szukać, nie byłby w stanie ich teraz zauważyć. Powoli znikają, stapiając się w powietrze. Przed odejściem Arthur rzuca jeszcze marudnie:
- Mam nadzieję, że nie masz pojęcia o tym krachu na giełdzie...
Wycinek z uniwersum, które powstało już dawno temu. Właściwie to o nim zapomniałam, ale przypomniałam sobie podczas rozmowy i, zgodnie z sugestią, opisałam jedną scenę. Generalnie Francis jest żniwiarzem, których to robota za wesoła nie jest. Dawno temu byli ludźmi, ale aktualnie żyją poza czasem doprowadzając do śmierci osób, których nazwiska pojawiają się na liście. Zazwyczaj to różne osoby, dobre, złe, miłe, młode i stare, a łączy ich tylko fakt, że ich śmierć jest w jakiś sposób potrzebna. Oh well. A jako, że jedynym celem żniwiarzy jest doprowadzenie do wymazania tych osób w wybrany sposób, powstał też wydział w pewnym instytucie, który zajmuje się maskowaniem takich spraw. Dlatego Arthur zrzędził.
Francis, jako całkiem miły żniwiarz z uporem maniaka wynagradza przyszłym trupom śmierć, dokładając mnóstwa pracy Arthurowi, który potem musi jakoś sensownie zmanipulować rzeczywistość, żeby wszystko miało ręce i nogi.
Boże, to brzmi tak głupio, gdy to opisuję. Tak czy siak, to tutaj to krótka scenka z jednej z setek spraw Francisa. Dlaczego? Bo mogę. OUO
Add a Comment:
 
:iconaka-kuro-ame:
aka-kuro-ame Featured By Owner Aug 19, 2013  Hobbyist Writer
O matko, to jest świetne! Aż mam sobie za złe, że sama nigdy nie wpadłam na podobny pomysł *tu nastąpiło spotkanie głowy z biurkiem*. Mam nadzieję, że napiszesz jeszcze coś podobnego :3
Reply
:iconardwi:
Ardwi Featured By Owner Aug 20, 2013
Zawsze możesz wpaść na podobny! Nie zabraniam ci. *szeroki uśmiech* Tak naprawdę ludzie często mają masę pomysłów, tylko o tym nie wiedzą. Na przykład plan tego fika był częścią dużej całości, ot szczegółem, na który wcale nie zwróciłabym uwagi, gdyby koleżanka nie zrobiła tego za mnie i nie wspomniała, że to byłaby fajna rzecz na one shota. Plątam się? D: Chyba tak. W każdym razie, serdecznie dziękuję za komentarz <3
Reply
:iconaka-kuro-ame:
aka-kuro-ame Featured By Owner Aug 20, 2013  Hobbyist Writer
Właśnie ma jeden podobny, ale twój jest lepszy ;-;
A od zwracania mi uwagi na takie drobne pomysły mam siostrę, która właśnie w podobny sposób zmusiła mnie do pisania o wyżej wymienionym. Tylko że w moim przypadku to nie ff a zwykłe opowiadanie (które właściwie miało być powieścią, ale nie wiem na ile mi wyjdzie...
I nie ma za co :3
Reply
:iconardwi:
Ardwi Featured By Owner Aug 20, 2013

Sprawiłaś, że mam ochotę cię przeprosić D:


Podziwiam ludzi, którzy piszą własne opowiadania. xD Ja jakoś nigdy nie potrafię polubić swoich postaci i zainteresować się ich losami, więc nie wyobrażam sobie, że ktokolwiek inny mógłby. No cóż, powodzenia w pisaniu <3

Reply
:iconaka-kuro-ame:
aka-kuro-ame Featured By Owner Aug 21, 2013  Hobbyist Writer
Taka magia mojej magii :3

Ja tak jakoś już od dziecka piszę, więc... taki mam odruch wymyślania postaci, a nawet jak piszę ff, to postaci są właściwie tylko na podstawie postaci prawowitego twórcy.
A moim własnym kocham zadawać cierpienie :3 Dlatego nie powinnam w ogóle pisać...
Reply
:iconcahannie:
Cahannie Featured By Owner Aug 1, 2013
Jak jest komputer,to i komentarz napiszę. Bardzo mi sie podobało. Widzimy tu Lili z zupełnie innej strony, która jest ładnie przedstawiona. Zachowała swoją niewinność i nieśmiałość, a jednocześnie zyskała coś więcej. Duet Francisa i Arthura też fajny. Pasują do swoich ról. Błędów nie szukałam, bo szczerze mi się nie chciało. Wytykać więc nie będę. Ha! D:
Dołączam się do próśb o więcej fików  z tego tajemniczego uniwersum <333
I weź napisz choć słówko do mnie coś, bo już myślę, ze się obraziłaś, albo co gorsza już mnie nie lubisz ;_;
Reply
:iconkasyntia:
Kasyntia Featured By Owner Jul 30, 2013
Bogowie, ja to jestem jednak złym człowiekiem, bo pierw przeczytałam komentarz odautorski, a potem opowiadanie, więc mniej więcej podejrzewałam, co się może Lili stać.
A właśnie, Lili naprawdę mi się podoba. Jest słodka, niewinna, a przy tym całkiem rozważna. No i nosi broń. Za słodką Lili, która może się bronić należą Ci się żelki :) Za naprawdę dobry opis nocnego Paryża zresztą też. Zapachy, dźwięki, kolory opisałaś bardzo obrazowym językiem.
No i karnawał. Użyciem tego motywu w jego średniowiecznym znaczeniu kupiłaś mnie już do końca ;) 

Ciekawi mnie to Twoje uniwersum. Masz coś jeszcze skrobnięte na ten temat? Dlaczego śmierć Lili była potrzebna? 

(A utopienie to naprawdę paskudna śmierć.) 

Reply
:iconardwi:
Ardwi Featured By Owner Jul 30, 2013

Sama tak robię. Sprawdzam autora, zerkam na notkę... No, właściwie wcześniej przelatuję wzrokiem przez test, żeby wiedzieć, czy w ogóle warto, ale to nie zmienia faktu, że może faktycznie nie powinnam była spoilerować w podpisie. Ale oj tam oj tam, myślę, że nie tylko o śmierć chodziło.


Dziękuję <3 Karnawał wydał mi się ciekawym motywem, żałuję nawet, że nie wplotłam go więcej. Pod kątem średniowiecznym to uczta z ciekawostek, więc... O. Na przykład we Włoszech zrzucali z wieży świnię, żeby mogła latać. Choć nie latała zbyt długo, to przecież liczy się sam gest. Myślisz, że przeszłoby, jakbym porównała Lili do świni? *sparkle w tle*


Uniwersum jest stare, powstałe raczej pod kątem czternasto-piętnastoletnich faz (motyw śmierci w jakiejkolwiek magicznej formie jest genialny), więc nie ceniłabym go zbyt wysoko. Ale w sumie czemu nie, nawet przyjemnie będzie kiedyś napisać coś jeszcze. Chyba nawet mam jedną myśl. Yay. <3

Reply
:iconkasyntia:
Kasyntia Featured By Owner Jul 30, 2013
Tośmy obie grzesznice...  Zwykle nie zerkam w komentarz, ale tekst przeglądam. Zależy od tego, jaki akurat mam kaprys. Czasem po prostu chcę przeczytać cokolwiek. Jak na głodzie literackim jestem.
Za spoilery idzie się na Sybir *struga kołek* ;]

Świnę, powiadasz? A w którym mieście włoskim? Zalatuje Sieną, albo... nie, chyba nie. 
W Danii bawili się w urywanie gęsiom głów i rozwalanie kijami beczki. Z kotem. W środku. Wesoły ludek. 

Oj tam, że piętnastoletnich, wszystko można rozbudować, podrasować, co trzeba poprawić. 
Reply
:iconardwi:
Ardwi Featured By Owner Jul 31, 2013

Spoilerów czytać nie trzeb... *przerywa, bo dzisiaj rano przypadkiem przeczytała duży spoiler do sezonu Supernaturala, który właśnie zaczęła* Hah. Zdarza się...


Wiesz, prawdopodobnie to było właśnie miasto, o którym napisałaś. Takie odnoszę wrażenie, bo o wszystkim opowiadała mi osoba, która wtedy pisała właśnie pracę o karnawale. Ale skoro już schodzimy do kwestii średniowiecznego sadyzmu... Powiedz mi, czy tylko w Anglii mieli zwyczaj wykonywać karę na ciałach skazańców, choćby sami skazańcy zdążyli popełnić samobójstwo? Czytając często napotykam się właśnie na coś takiego. Gość nie żyje, ale kazali nam go rozedrzeć na strzępy i spalić na oczach ludźmi, więc zrobimy to i tak, bo w końcu rozkaz to rozkaz. \o/


Reply
Add a Comment: